fotorabarbar na Facebooku

środa, 9 grudnia 2015

The Record Company - koncert

   

Gdy ktoś mnie pyta jakiej muzyki słucham odpowiadam wtedy, że wygodniej jest mi powiedzieć czego nie słucham. A nie słucham popów (i księży), disców, disco-polów, technów i innych rapów. Rozpływam się przy klasykach Starego Dobrego Małżeństwa, ale nie pogardzę też hitami Iron Maiden, AC piorun DC czy Dziadkiem do Orzechów. Z racji zainteresowań muzycznych w mojej rodzinie, bliska jest mi muzyka bluesowa i rockowa. Grając w dzieciństwie w chińczyka czy inne warcaby, gdzieś tam z pokoju pobrzdękiwały sobie hity Jimiego Hendrixa bądź Led Zeppelinów. Tak całkiem nie dawno, dłuższy pobyt w swoich rodzinnych stronach (Po Tej Lepszej Stronie Wisły), zainaugurowałam wypadem na koncert do Puław. I wcale nie przechadzałam się po ogrodach Pałacu Czartoryskich słuchając ptasich treli. W Domu Chemika odbył się całkiem przyzwoity koncert zespołu The Record Company.

 
 

A któż to? Jak jechałam kibitką w stronę Puław to sama nie wiedziałam. Miałam tam porobić zdjęcia, sprawdzić się w fotografii koncertowej. A przy okazji posłuchałam naprawdę fajnej muzyki z pogranicza bluesa i rocka. Kapela pochodzi z Californi i koncertuje głównie w USA i w Kanadzie, a w tym roku po raz pierwszy zawitała do Polski. Skład zespołu: Chris Vos – gitary, śpiew, harmonijka; Alex Stiff – bas, gitary, chórki; Marc Cazorla – perkusja, piano, chórki.

 
 
 
 
 
 
 

Zaskoczyła mnie średnia wieku ludzi, którzy przybyli na koncert. Coś koło 45 lat....byłam najmłodsza. Miejsce miałam zarezerwowane gdzieś w połowie widowni, ale aparat często bywa przepustką aby dostać się pod samą scenę czy pobiegać po całej sali. To biegałam i strzelałam. Sam koncert za bardzo dynamiczny nie był, ale muzyka świetna. Najwięcej ujęć ma Chris Vos...no cóż najlepiej wychodziło mu "bawienie" publiczności.

 
 
 
 
 
 

To by było na tyle. Polecam zapoznać się z kilkoma kawałkami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz