fotorabarbar na Facebooku

niedziela, 13 grudnia 2015

Świąteczny Kazimierz Dolny


Lubię przedświąteczny czas przygotowań, zapach żywej choinki, kolorowe światełka i ozdoby, głowienie się nad prezentami dla bliskich. Jednak to co ostatnio dzieje się wokół Świąt wywołuje ból głowy (żeby nie powiedzieć d....). Drugi listopada i BUM rusza machina! Z półek sklepowych wyjeżdżają znicze i zaczyna się walka o żywego klienta. Czekoladowe mikołaje wojują mieczami świetlnymi z Angry Birdsami z kalendarzy adwentowych. Z bilbordów nęcą nie tylko kobiety w świątecznej bieliźnie ale i atrakcyjne szynki, schaby oraz karpie. Król Julian wyginając śmiało ciało zachęca do kupa nowego telefonu dla dzieciarni. Galerie handlowe robią się nie do zniesienia ze swymi kolejkami i lecącym gdzieś w tle, odgrzewanym co roku "kolędowym" dzyń, dzyń, dzyń. W wiadomościach pojawiają się nowe doniesienia o tym ile pieniędzy statystyczny Polak (ciekawe którego sortu...) wyda na święta. Brrrr....i to nie zimna. Żeby nie zwariować polecam powąchać choinkę i przymknąć jedno oko...

 

No i wylądowałam w przedświątecznym Kazimierzu Dolnym.  Nie wiem co jest w tym miasteczku i ogólnie na południu Polski, ale przyciągają mnie jak magnes. Wystarczy trochę pagórków, drewnianego budownictwa i mogłabym tym terenom sprzedać swą lichą duszę (nawet diabłu!). Pojechałam tam wczoraj. Włóczęgę rozpoczęłam od Cmentarza Żydowskiego, ale o nim napiszę innym razem (nie te klimaty, chociaż Święto Chanuka trwa w najlepsze). Następnie obrałam kierunek na parking, zostawiłam Minionkowóz w dobrych rękach (Pan parkingowy obiecał pilnować jak oka w głowie) i ruszyłam przed siebie. Szybka wizyta na targu ze starociami na Małym Rynku i w Synagodze, a następnie uderzyłam na Rynek. A tam cuda, wianki przedświąteczne. Ale takie klimatyczne, domowe, z rękodziełem, pierogami ruskimi, herbatą zimową, sianem i kolędnikami. Niesamowita atmosfera. Turystów było niewielu. Większość stanowili zrośnięci z miasteczkiem autochtoni. 

 
 
 
 
 
 
  
 

I trafił się fiolet adwentowy...


Panowie sprzedający choinki nieźle się bawili i w tubie do pakowania choinek mieli swój świąteczny skarbiec.


No i nie mogło zabraknąć Świętego Mikołaja. Najprawdziwszego. Choć niektóre dzieci w wieku szkolnym mówiły, że to ich Pan od historii...ale ja im nie wierzę.


 
 
 
 

Po wypiciu kilku kubków zimowej herbaty i zjedzeniu porcji pierogów (odganiając się przy okazji od cyganek chcących przepowiedzieć mi świetlaną przyszłość...ho ho nie ze mną te numery moje drogie panie) wybrałam się na spacer po mieście. Na Rynku jednak działo się najwięcej. Pozostała cześć miasta świeciła pustkami. W sezonie to nie do pomyślenia.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

No i koniec. Pan Parkingowy stwierdził, że skoro przyjechałam specjalnie do Kazimierza na zdjęcia i żeby kupić prezenty świąteczne, to da mi rabat. Prawdopodobnie przed Świętami, na blogu nie pojawi się nic nowego, więc korzystając z okazji, życzę Wam Radosnych i Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz