fotorabarbar na Facebooku

piątek, 4 września 2015

Zamek Predjama i Jaskinia Postojna


Post w sumie powinien mieć tytuł: Dwie Słoweńskie Petardy. Oba te niesamowite miejsca znajdują się blisko siebie i reklamowane są banerami chyba w całej Słowenii. My o ich istnieniu nie mieliśmy pojęcia (nadal jest mi wstyd…), a w ich okolice trafiliśmy, przypadkowo. Za pierwszym razem był to koniec stycznia. Udało nam się jedynie wejść do Jaskini Postojnej (zdjęcia na końcu wpisu), a na zwiedzanie zamku w Predjamie było już za późno, ale zahipnotyzowaliśmy się jego nocnym widokiem i postanowiliśmy, że wrócimy latem. Nadszedł czerwiec. Spakowaliśmy kanapki, olaliśmy autostradę. Wybraliśmy dłuższą drogę, zatrzymując się od czasu do czasu by podziwiać tego typu sielskie widoczki. Słowenia nadmorska (TUTAJ i TUTAJ) i ta górska to zupełnie dwa inne światy.


Pewnie na tym świecie jest jeszcze mnóstwo wspaniałości, o których nie mam zielonego pojęcia i których nie będę miała nigdy okazji zobaczyć (no smuteczek…). Przysięgam, że wszystkim opadają szczęki gdy widzą zamek w Predjamie po raz pierwszy. Nam opadły nawet i za drugim razem. Zdjęcia przy tym co na żywo to jakaś kpina.


Ktoś kiedyś wpadł na pomysł by wybudować zamek. Ale miał na tyle fantazji, że postanowił wykorzystać jaskinię w Predjamie i ulokować w niej swoją siedzibę. Pierwsza zabudowa powstała w XII w. To co obecnie można podziwiać to efekt przebudowy z drugiej połowy XVI w. Budynek znajduje się przy samym wejściu do jaskini, której rozległe korytarze ciągną się jeszcze głęboko. Jaskinia była wykorzystywana np. jako schron dla miejscowej ludności w trakcie najazdów nieprzyjaciela. Kryjówka wręcz idealna, z dostępem do wody (pod zamkiem płynie rzeka Lokva); a podziemne, tajemne korytarze umożliwiały uzupełnianie zapasów żywności.


Jaskinię również można zwiedzić. Proponuję właśnie od niej zacząć. Wycieczka trwa około 30-40 minut. Można pooglądać nietoperze, przeciskać się przez wąskie korytarze i powspinać po stromych schodkach. W przypadku tej ostatniej jaskiniowej atrakcji, cieszyłam się, że w środku dość ciemno i nie widziałam dołu gdy wspinałam się na górę. Wejście do jaskini znajduje się pod zamkiem, a wyjście tuż nad nim.


Wnętrza zamku są bardzo skromne, wręcz pustawe. Spodziewałam się ciekawszego wyposażenia. Ale i tak warto. W cenie biletu jest zestaw z elektronicznym przewodnikiem,  z całkiem przyzwoitą (jak na popularnonaukową historyjkę) treścią. Wspomnę jeszcze o najbardziej znanej postaci związanej z zamkiem. Jest nim właściciel zamku Erazm Lügger z końca XV wieku. W swej dobroci i porywczości był trochę jak Robin Hood. Zabierał bogatym i oddawał biednym. Taki miejscowy watażka filantrop z zamkiem. W trakcie wojny austraicko-węgierskiej wszedł w konflikt z cesarzem Fryderykiem III, który nakazał systematycznie atakować Erazma. Co na to Erazm? Pewnie wyśmiał cesarza, zamknął się w zamku i grał na nosie. Niestety po pewnym czasie Erazma zdradzono i pokonano. Ale zamek stoi długo i szczęśliwie.

Widoki z zamku świetne. Państwu na dole z lewej, dziękuję za pomachanie do zdjęcia.


Im bliżej otworu jaskini tym starsze części zamku. 


Oczywiście, gdy w końcu udało nam się trafić na odważną i chętną do zdjęć jaszczurkę, to obiektyw makro musiał zostać w samochodzie...No przecież nie byłabym sobą gdybym go miała przy sobie w takiej chwili.


Jeszcze ostatnie spojrzenie na zamek. Tym razem widok z pola ziemniaków. Słoweński rolniku przepraszam, że zadeptałam Ci kilka sadzonek...


Na koniec druga, krótsza część wpisu: Jaskinia Postojna. Jak wspomniałam na początku natrafiliśmy na nią przypadkowo. Było to w styczniu, a wycieczki już wtedy były bardzo liczne. Nie chcę wiedzieć co tam dzieję się w sezonie. Zwiedzanie tylko z przewodnikiem, rozpoczyna się od przejażdżki kolejką. Potem już tylko na piechotkę. Cudo!


Na koniec jeszcze tylko wspomnę o innej jaskini, ale już w Chorwacji. W okolicach Zadaru (zdjęcia TUTAJ) znajdują się dwie jaskinie w miejscowości Cerovac (info TUTAJ). Jaskinie są praktycznie tej samej klasy co ta w Postojnej. Zwiedzanie trwa trzy godziny w bardzo malutkich grupkach. Miejsce wcale nie jest rozreklamowane. Trafiają tam tylko nieliczni. Niestety był zakaz fotografowania, ale zostały mi widoki w głowie. W Postojnej był niesamowity tłok i cała masa "niesfornych" Azjatów. W tych chorwackich, było bardzo kameralnie, a atmosfera nie do zapomnienia. Dodam jeszcze tylko, że było mega zimno. Na zewnątrz w górach było około 23 stopni (niżej nad morzem z tysiąc....), a w jaskini całe 7. Podołałam w szortach. I zgrzytałam zębami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz