fotorabarbar na Facebooku

wtorek, 18 sierpnia 2015

Narodowy Park Krka cz. 2 - co poza Skradinskim Bukiem?

  
  No i wreszcie. Przysiadłam, przygotowałam zdjęcia, napisałam tekst, powspominałam. Niestety częstotliwość dodawania postów przez kilka następnych tygodni zmniejszy się, ale mam nadzieję, że to tylko zaostrzy Wasz apetyt. Materiału z Chorwacji i z Wenecji mam jeszcze dużo, ale dla urozmaicenia przeplotę je jakimś ślubnym lub archeologicznym motywem. A na dziś druga część zdjęć z Narodowego Parku Krka.
  
   Po zachwyceniu się Skradinskim Bukiem, polecam rundkę po pozostałej części parku. Wszystkiego nie da się zobaczyć w jeden dzień, ale warto wykorzystać całodniowy bilet. Mając samochód można jeszcze sporo zwiedzić i podziwiać widoki w czasie jazdy. My ruszyliśmy w kierunku północnym. Pierwszym przystankiem były okolice innego wodospadu o nazwie Roški Slap.


W porównaniu ze Skradinskim Bukiem, Roški Slap jest o wiele skromniejszy. Potem wybraliśmy się na wycieczkę wzdłuż kaskad jakie utworzyły się na rzece Krka.


 Następnie zaczęła się wspinaczka po schodach, do jaskini. Wspinanie się w czterdziestostopniowym upale nie było przyjemnie, ale widoki rekompensowały wszystko. 


Jest i Słowiański PrzyGuc...


 Jaskinia jest niewielka, ale przynajmniej mogliśmy chwilę się ochłodzić. 


Zazdroszczę motylom, że mogą tam mieszkać... 


Szybki powrót do samochodu i obraliśmy kierunek na Burnum. Po drodze zahaczyliśmy o tajemnicze drogi w krzakach (znane tylko naszemu GiePeEsowi) oraz ruiny zamku, Nečven z widokiem na zamek Trošenj. I spotkaliśmy żółwia!


Burnum, na północy parku, to coś dla fanów archeologii. Znajdują się tam pozostałości po rzymskim obozie wojskowym oraz amfiteatrze. Najpierw polecam zobaczyć niewielką, aczkolwiek bardzo bogatą w drobne przedmioty wystawę w niewielkim muzeum. Wszystkie artefakty znaleziono w trakcie wykopalisk prowadzonych na obu stanowiskach.


Rzymski obóz powstał około 2000 tysięcy lat temu i miał za zadanie strzec przeprawy przez rzekę Krka. Jego jedyną naziemną pozostałością są dwa łuki dawnej kwatery głównej. Mu trafiliśmy jeszcze na otwarty wykop archeologiczny z jakimiś murami (profesjonalne określenie jak na archeologa przystało...). Łuki widoczne są już drogi.


Niedaleko od tego miejsca znajdują się pozostałości wojskowego amfiteatru, który był w remoncie. Dodam tylko, że antyczne szkło walało się pod nogami.


Naszym ostatnim przystankiem w Narodowym Parku Krka był klasztor prawosławny. Panował tam niesamowity spokój, który trochę zakłóciliśmy przestraszając osła...Wewnątrz klasztoru był zakaz fotografowania. Ale chociaż trafiliśmy na nabożeństwo w cerkwi. Potem wybraliśmy się na przechadzkę po najbliższej okolicy klasztoru. W Parku jest jeszcze jeden klasztor, na wyspie. Ale dopłynięcie do niego nie jest w cenie biletu. Zadowoliliśmy się tym prawosławnym.


Nie dość, że wystraszyliśmy osła to jeszcze przegnaliśmy owce...


Niby skromnie....


Odkrycie przyrodnicze: zmijin kukuruz!


A na koniec próba podsumowania. Co ciekawsze? Park Jezior Plitwickich (zdjęcia TUTAJ) czy Krka? Wybór jest bardzo trudny. Według mnie oba miejsca to takie "must see" w Chorwacji. Plitwice widziałam w porze zimowej, ale podejrzewam, że latem są równie cudowne. Park jest bardziej rozległy, a przejście głównym szlakiem zajmuje ok. 6 godzin. Park Krka jest mniejszy, ale ma więcej innych atrakcji, poza samymi widokami (klasztory, muzeum, młyny, zamki, rzymski obóz i amfiteatr, kąpielisko) no i bilet jest nieco tańszy. Żeby go dokładniej zwiedzić na jednej wejściówce, trzeba mieć swój transport. Ale za to jest bliżej morza i innych ciekawych atrakcji. To środek Dalmacji i jest bliżej do Šibenika, Zadaru (TUTAJ), Trogiru (TUTAJ) czy Splitu (TUTAJ). No i wychodzi, że polecam Park Krka, ale te Plitwice...aaa dajcie spokój. Ta Chorwacja jest szalona!