fotorabarbar na Facebooku

piątek, 17 lipca 2015

Wenecja - Palazzo Ducale


   Marino Faliero, jeden z Dożów Weneckich. W 1355 r. za spiskowanie przeciwko szlachcie i dążenie do przewrotu, został ścięty. Bywa. Wśród wiszących w Sali Wielkiej Rady portretów dożów, jego wizerunek jako jedyny, zasłonięty jest kirem. I biedny nie może oglądać tych wspaniałości, które wypełniają pałac. Na pewno trochę podgląda jak nikt nie patrzy...
  Doża był reprezentantem Republiki Weneckiej. Reprezentantem, bo faktycznie władzę sprawowało rozbudowane grono urzędników, skupionych przy jego osobie. Zamknięty w złotej klatce, mógł co najwyżej pomachać ręką ze złotymi pierścieniami. A klatkę miał cudowną. Pałac Dożów jest miejscem, które chyba najlepiej odzwierciedla dawną potęgę Republiki Weneckiej.

    W Pałacu znajdowały się nie tylko prywatne salony, w których doża paradował sobie w papuciach. Były tam również wielkie pomieszczenia reprezentacyjne. Początki tej budowli sięgają IX w., ale do najistotniejszych zmian doszło w XIV i XV w. W tych latach powstał późnogotycki, trójkondygnacyjny budynek z dziedzińcem w środku, z arkadami od strony placu i wybrzeża. Wszystko stoi i zachwyca do dziś. Niżej widok z pokładu Vaporetto.


  Pierwszym punktem, naszego pierwszego dnia w Wenecji był właśnie Pałac. Zanim do niego dotarliśmy, zgubiliśmy się po drodze kilka razy. W końcu doczłapaliśmy się. I już bolały nas nogi. Zobaczyliśmy kolejkę. Super. Nachodziliśmy się, to teraz sobie postoimy.  Całe szczęście, że w porę nas olśniło, że jako posiadacze karty miejskiej Venice Card możemy tę kolejkę ominąć i wejść na luzie. Akurat zaczęło padać. A niech pada, póki mamy dach nad głową. I to jaki.


   Jak nam się zwiedzało? Bardzo przyjemnie. Ludzi było sporo, ale w porównaniu z tym co działo się na zewnątrz, to prawie nic. Dało się swobodnie zwiedzać, a i czasem miejsce siedzące się znalazło. Niesamowite wrażenie zrobiły na nas stropy i sklepienia oraz eksponaty w zbrojowni. Wielkie sale ozdobione są malowidłami Jacopo Tintoretto i Paolo Veronese. Miód malina.


Jak się przyjrzycie, to tam w kącie dostrzeżecie zasłonięty portret nieszczęsnego doży Marino Faliero.


Wraz z biletami wszyscy zwiedzający powinni otrzymywać jakieś podpórki, bo po kilku minutach zadzierania głowy do góry, bolała już szyja. Albo materace, żeby oglądać na leżąco.  Zamiast patyka selfie, podpórka bądź materac raz proszę.


Witamy w zbrojowni. Blachary mile widziane.


Wzdłuż jednej ze ścian Pałacu Dożów, znajduje się kanał. Po jego drugiej stronie na przełomie XVI i XVII w. wzniesiono więzienie (Prigioni Nuove). Oba budynki połączono ze sobą zabudowanym mostem, nazywanym Mostem Westchnień (Ponte dei Sospiri). Znajdują się w nim dwa oddzielone od siebie korytarze. 


A teraz uwaga, materiał tylko dla dorosłych. Mural z więzienia. Nie ma co, utalentowani Ci więźniowie byli. Wybitnie. Doceńcie dbałość o szczegóły. Dama ma nawet spinki we włosach.


Dosyć tych sprośności. Zapraszam na dziedziniec. A tam znowu golasy.


Naprzeciwko głównego wejścia, znajdują się Schody Gigantów (Scala dei Giganti), ukończone pod koniec XV w. Stojące po bokach rzeźby Marsa i Neptuna dodano w połowie XVI w.


No i koniec. Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca cali i zdrowi. Dla mnie to była jedna z najtrudniejszych selekcji zdjęć do wpisu. Uwierzcie. Serce boli. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz