fotorabarbar na Facebooku

poniedziałek, 6 lipca 2015

Słowenia - Piran


I feel sLOVEnia


   Moja pierwsza wizyta w Słowenii kojarzy się z powrotem z Celje (między Lublaną, a Mariborem) (zdjęcia z zamku tutaj). Przy samym wyjeździe, zamiast w lewo skręciliśmy w prawo. I owszem, Pan Krzysztof Hołowczyc z GPSu załapał drogę powrotną do Zagrzebia....ale jaką. Trasa wydłużyła się do kilku godzin. Kilku godzin plątania się po górskich trasach, których kąt nachylenia czasem wywoływał u mnie gęsią skórkę. Póki było jasno, było nawet fajnie. Bardzo ładne zimowe widoki. W końcu dojechaliśmy do przejścia granicznego. Z drewnianym szlabanem i małą budką. Pani była bardzo zaskoczona (nie miała sympatycznego wyrazu twarzy) i kazała nam nawet bagażnik otworzyć. Przejechać nie pozwoliła, gdyż przejście było tylko dla miejscowych. My na miejscowych nie wyglądaliśmy. Tym bardziej, że na tyle wieźliśmy tureckiego autostopowicza...Pani kazała zawrócić i jakoś "doczłapaliśmy" się do tego Zagrzebia.

     Do Słowenii wróciliśmy jeszcze parę razy, kiedy zrobiło się już nieco cieplej. Są dwie, bardzo różniące się od siebie Słowenie. Pierwsza - górska - zdecydowanie większa i według mnie bardziej urokliwa. Pewnie wielu się ze mną nie zgodzi, ale o gustach się nie dyskutuje. Po prostu uwielbiam góry i małe wioski z drewnianą zabudową. Druga Słowenia jest morska we włoskim klimacie. To niewielki obszar, na zachodzie kraju bezpośrednio przy samym Adriatyku. Raptem 50 km wybrzeża istryjskiego, ale z jaką infrastrukturą turystyczną. Wśród miejscowości typowo kurortowych i uzdrowiskowych, jest kilka perełek. W sumie to dwie: Koper i Piran. Dziś o tej drugiej.

Piran




 To najbardziej atrakcyjne miasteczko słoweńskiego wybrzeża, do którego przyjeżdża najwięcej turystów. Położone jest na cyplu i jest na prawdę ładne. Piran w drugiej połowie XIII w. został podbity przez Republikę Wenecją w trakcie jej ekspansji na tereny Istrii. To wydarzenie do dziś zostawiło swoje drobne ślady w architekturze miasta. Duży plac (Tartinijev trg), będący centrum starówki niegdyś był mniejszy i pełnił funkcje portowe oraz handlowe. W XIX postanowiono o zmianie charakteru tego miejsca na bardziej reprezentacyjny i zasypano basen portowy.


Od placu można rozpocząć zwiedzanie. Potem najlepiej iść wzdłuż wybrzeża, tzn. betonową plażą. 


Ładnie to tak oglądać się za...pieskiem?


Panowie po prawej to Rychu i Zbychu. Na pewno.


Z wybrzeża polecam odbić w którąś z wąskich uliczek miasta. 


Plącząc się wypatrzyliśmy schody prowadzące na wzgórze z kościołem św. Jerzego. Na szczęście wieża widokowa była zamknięta i nie musiałam urządzać dramatu. Z samego wzgórza też były ładne widoki.


Jednak chyba najlepszy widok jest z murów obronnych, które widać na zdjęciu poniżej. 


My zwiedzanie Piranu rozpoczęliśmy wizytą w Muzeum (Pomorski Muzej Sergej Mašera), w którym można zapoznać się bliżej z historią miasta, która sięga czasów rzymskich. Muzeum mieści się w pałacu (Gabrielli) znajdującym się przy marinie.


Na skrzypcowych muzykach kompletnie się nie znam, ale z Piranu pochodzi słynny kompozytor Giuseppe Tartini. Stylówkę miał niezłą. W powodzeniem mógłby dziś prowadzić bloga modowego. W ręce brakuje mu imiennego kubka ze Starbucks'a. W sumie to wygląda trochę jak Krystyna Feldman w roli Nikifora.


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz