fotorabarbar na Facebooku

piątek, 15 maja 2015

Istria Wielkanocna cz. 1 - Hum, Kotli, Roč, Buzet, Motovun

   

   Tak się złożyło, że Wielkanoc 2015 przyszło nam spędzić w Chorwacji. Postanowiliśmy te dni poświęcić na zwiedzanie naszej ukochanej Istrii. To chyba najlepiej przez nas poznany region. Nie wiem jeszcze czy ulubiony, ale na pewno znajduje się na podium :-). W ciągu trzech dni udało nam się zobaczyć około dwudziestu miejscowości. Naszą bazą był Labin, w południowo-wschodniej części Półwyspu Istria.

   Wyprawę rozpoczęliśmy w Wielką Sobotę. Niestety tego dnia pogoda była (jak na Chorwację, a zwłaszcza Istrię...) fatalna. Było zimno i cały czas padało. Jednak to nie przeszkodziło nam w odwiedzeniu kilku miejsc, w drodze do Labinu. Zdjęcia robiłam spod parasola albo szalika...

     Na początku był Hum, określany mianem "najmniejszego miasta na świecie". I rzeczywiście jest maleńki. Posiada wszystkie elementy zabudowy charakterystycznej dla miasta - bramę wjazdową, mury obronne, kościół, wieżę, budynek rady miejskiej. Ilość mieszkańców wynosi około dwudziestu. 






Z daleka Hum prezentuje się tak:


    Z Humu ruszyliśmy ruszyliśmy do Kotli. To chyba jeszcze mniejsza miejscowość, ale już bez statusu miasta. Może nie ma okazałej miejskiej architektury, ale znajduje się w nim młyn wodny na stromym, skalistym brzegu rzeki. Według mnie to najciekawszy obiekt w tej mieścinie, a w co niektórych przewodnikach nawet nie ma informacji o jego istnieniu...






Większość budynków niestety jest w ruinie.




    Ale jest jeszcze kilka zadbanych i zamieszkanych.



    Następnie obraliśmy kierunek na Roč. Nasz wizyta w tym mieście trwała chyba 15 minut...




   Po tej błyskawicznej wizycie, pojechaliśmy do Buzetu, drugiej co do wielkości miejscowości w Istrii. Stara część miasta położona jest na wzgórzu. Nowa zabudowa całkowicie zeszła na dół. Region znany jest trufli, a Buzet jest stolicą "polowania" na te szlachetne grzyby. Co roku, w drugi weekend września, w Buzecie odbywa się w festiwal truflowy.








    Ostatnim punktem sobotniej wycieczki był Motovun (nazywany przez nas Motomyszami...). Wszystkie miasteczka w Istrii wyglądają bardzo podobnie. Zazwyczaj znajdują się na szczytach wzgórz, otoczone są murami miejskimi, górują nad nimi wysokie wieże zegarowe. Motovun jest najpopularniejszym tego typu miastem i przyjeżdża tu najwięcej turystów. 










Trochę mokrzy i zmęczeni wreszcie pojechaliśmy w kierunku Labinu. Na szczęście w następnych dniach pogoda była o wiele lepsza. A przynajmniej nie padało. Ale wiałoooooooo :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz