fotorabarbar na Facebooku

czwartek, 16 kwietnia 2015

S P L I T

     
   Gdyby Cesarz Dioklecjan nie kazał wybudować pałacu, Split prawdopodobnie nie byłby tak szczególnym miastem na mapie świata. Zlecając budowę, pewnie chciał aby jego rezydencja przetrwała setki lat. I tak się stało. Ale czy przewidział, że stanie się on kanwą dla centrum miasta? Czy byłby zadowolony z faktu, że w jego domu ludzie będą stali w kolejkach do mięsnego, wychodzili na spacer z psami, suszyli swoje świeżo wyprane piżamy i majtki, nagrywali sceny do odcinków "Gry o Tron"? Myślę, że tak :-)

Trochę historii...


    Kluczowym momentem w historii Splitu jest właśnie budowa pałacu Dioklecjana, którą rozpoczęto w 295 r. Wcześniej w okolicach istniały inne zidentyfikowane formy życia. Pierwszą osadą była ilirsko-grecka osada Asphalatos koło Salony (dziś przedmieścia Splitu). W pierwszym wieku n.e. okoliczne tereny podbili Rzymianie, tworząc prowincję Iliricum ze stolicą w Salonie. Na terenie samego Splitu, znaleziono niewielkie ślady rzymskiego osadnictwa, sprzed przybycia budowniczych pałacu. Cesarz Dioklecjan właśnie tam, z dala od miejskiej Salony postanowił spędzić swoją emeryturę. Zlecił budowę i wprowadził się razem z wojskiem i swym dworem. Pałac przybrał plan klasycznego castrum romanum (175 x 214 m) z placami, mauzoleum, świątynią, łaźniami.
    Po śmierci Dioklecjana, pałac przechodził w ręce kolejnych Cesarzy Rzymskich, potem Bizantyjskich, a w VI wieku stał się siedzibą arcybiskupstwa. Do istotnej zmiany doszło w pierwszej połowie VII w., gdy Salona została zaatakowana przez Słowian i Awarów. Wtedy pałac posłużył jako miejsce schronienia dla ludności i stał się nowym miastem z czasem przekształconym raczej w warownię, tracąc charakter luksusowej rezydencji Cesarza Emeryta. Miasto w końcu wyszło poza mury pałacu i tak rozwija się do dziś.



A na wycieczce było tak:


   Split znajdował się na szczycie listy miejsc, które koniecznie chcieliśmy zobaczyć w Chorwacji. Znaleźliśmy nocleg w historycznej części miasta, zaraz przy targu rybnym, więc możecie domyślać się zapachu jaki panował w hotelu :-) Wizytę w Splicie zaczęliśmy od nocnego spaceru (zdjęcia TUTAJ). Gdy rano otworzyłam okno w pokoju, moim oczom ukazał się ten widok...i nie pachniało cytrynami. Poszukajcie kota.


Zwiedzanie zaczęliśmy od katedry i wieży. Obecna katedra to Mauzoleum Dioklecjana.





     No i wieża...Za każdym razem gdy wchodzę na wieżę, na którą prowadzą ażurowe schody, przez które widać cały dół robię DRAMAT. Świadkiem tego dramatu jest G. i przechodzący obok mnie ludzie. Zazwyczaj spanikowana stoję gdzieś w kącie na półpiętrze i mówię, że dalej nie idę. Ale jakoś wchodzę. W przypadku wieży w Splicie zrobiłam największe przedstawienie bo dodatkowo w ścianach były otwarte biforia...No cóż Indiana Jones panicznie bał się węży, a ja wieży.

Oto i wieża, a niżej widok jaki się rozpościerał pode mną:



Ale warto było, dla tych widoków.






Z góry najlepiej widać pozostałości po Pałacu Dioklecjana.



Teraz pora na widoki z dołu. Mniej więcej do wczesnych godzin popołudniowych na mieście był ruch. Potem zrobiło się pustawo. Uroki zwiedzania poza sezonem.





















Grażyna, uśmiechnij się.



    Na koniec dnia, z butelką wina wdrapaliśmy się na wzgórze Marjan, z którego rozpościera się świetny widok na miasto. Wracaliśmy już po ciemku, a do hotelu ledwo co się doczłapaliśmy. I nie była to wina...wina. Po prostu padliśmy na twarz. 



Na górze jest niewielki ogród zoologiczny.


Wino nie należało do najlepszych, ale kupiliśmy ze względu na etykietę.




   Na koniec film, z wieczornego spaceru ostatniego dnia pobytu w Splicie. Koło północy, w trakcie włóczęgi usłyszeliśmy śpiew. Trafiliśmy na próbę chóru w westybulu Pałacu Dioklecjana. Tak nas pożegnał Split:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz