fotorabarbar na Facebooku

niedziela, 12 kwietnia 2015

Jeziora Plitwickie

    Park Narodowy Jezior Plitwickich to jedna z największych atrakcji Chorwacji. Miejsce to zawsze znajduje się na tzw. listach "must see in Croatia" i nie ma co się temu dziwić. Widoki są niesamowite. I pomyśleć, że niewiele brakowało by Park został wysadzony w powietrze...ale po kolei. 
     
     Plitwice znajdują się w środkowej części kraju, ok. 140 km na południe od Zagrzebia, blisko granicy z Bośnią i Hercegowiną. To zespół jezior połączonych ze sobą kaskadowo, oddzielonych od siebie trawertynowymi groblami, na których tworzą się malownicze wodospady. Wszystko jest otoczone Górami Dynarskimi (odcinek Mała Kapela). Park można zwiedzać cały rok, ale oczywiście największe tłumy są w sezonie turystycznym (do kilku tysięcy osób dziennie). Wtedy też bilety są najdroższe, bilet normalny kosztuje ok. 100 zł. Poza sezonem cena wynosi ok 30 zł. 

   Park był świadkiem wydarzeń związanych z rozpadem Jugosławii, wojny domowej z lat dziewięćdziesiątych XX w. Plitwice  znajdują się w rejonie Krajina, do którego swoje pretensje zgłaszali Serbowie mieszkający w Bośni, sprzeciwiający się niepodległości Chorwacji. W 1991 roku w marcu na Wielkanoc, w okolicach jezior doszło do pierwszych starć wojennych. Przez pięć lat, Plitwice były wojskowym obozem Serbów. Trawertynowe tamy zostały zaminowane i grożono ich wysadzeniem, a tym samym zniszczeniem Parku. Na szczęście do tego nie doszło, a w sierpniu 1995 r. Chorwaci odbili te ziemie Serbom. Teren odrestaurowano i do dziś przyciąga tłumy.

    Do parku prowadzi kilka wejść. Jest bardzo dużo szlaków pieszych, można też popływać nie dużymi statkami pasażerskimi i jeździć kolejkami/autobusami. Spędziliśmy tam ładnych kilka godzin. Nie udało się nam zobaczyć całości, gdyż część była całkiem zamknięta. Ale jest powód żeby wrócić. Gdy planowaliśmy wyjazd trochę marudziłam, że jedziemy w porze późno-zimowo-wczesno-wiosennej. Początkowo wolałam pojechać tam gdy jest już zielono i wszystko kwitnie. W głowie miałam zdjęcia z Plitwic jakie krążą w internecie - wymuskane HDRy, zieleń i błękit. Jednak cena biletów w sezonie trochę nas wystraszyła i pojechaliśmy na początku marca. I to był strzał w dziesiątkę. Dzięki temu, że liście jeszcze się nie pojawiły, wszystko było widoczne. Inaczej połowa tych widoków byłaby za drzewami. 






Była to również pora roztopów, więc obfite wodospady płynęły jak szalone, a woda czasem zalewała szlaki. Z tego powodu wejścia na drewniane mostki były zamknięte, ale nie przejęliśmy się tym zakazem zbytnio. Inni nieliczni  turyści jak widać również :-)




Na terenie parku są również jaskinie. 






To wszystko z góry prezentuje się bardzo niewinnie. Najlepsze wrażenia mamy jednak z dołu.



Kolory i przejrzystość wody są niesamowite. Mimo zimna, śniegu i lodu miałam ochotę wykąpać się. 



Pod wodą widać wrak łódki.



W niektórych miejscach było jeszcze sporo lodu.



Spacery po mostkach i wzdłuż skał były najfajniejsze. Była chwila grozy, gdy zaspa śnieżna chciała mi pożreć całą nogę. Na szczęście skończyło się tylko na naciągniętych mięśniach i nastawieniem nogi, która dokuczała mi od kilku dni :-)










Były momenty, w których rezygnowaliśmy z dalszej wędrówki.


A tuż za barierką było to:




Jeszcze kilka ujęć.







Trochę miejscowej fauny...


 ...i mniej miejscowej...


Koniec. Zdjęcia ze Splitu idą na warsztat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz