fotorabarbar na Facebooku

piątek, 6 marca 2015

Veliki i Mali Tabor

   Z racji, że jeszcze zima (chociaż czasem mam wrażenie, że już wiosna) zwiedzamy mniej morską  i  znaną część Chorwacji. Wpisując w wyszukiwarkę Google hasło: "chorwacja" pojawia się masa stron ekskluzywnych hoteli, a w zakładce Grafika panuje istny lazurowy zawrót głowy :) No i nie ma się co dziwić, jest pięknie a gospodarka Chorwacji turystyką (i bankami...) stoi. Mi turystyka kojarzy się przede wszystkim z eksplorowaniem (zboczenie archeologiczne..). Nie potrafiłabym leżeć cały czas na plaży bądź nad brzegiem basenu hotelowego. Najzwyczajniej bym zwariowała i umarła z nudów. Turystyczne perełki jeszcze przed nami, a póki co wchodzimy gdzie się da...nie zawsze jest to bezpieczne, a nawet dozwolone :) 

  Veliki Tabor - początki budowli sięgają XII w., ale to co obecnie widzimy powstało głównie w wieku XVI. Do rozbudowy zamku przyczynili się jego długoletni właściciele, czyli członkowie rodziny Rattkay. Zamek całkiem nie dawno został całkowicie wyremontowany i udostępniony ponownie turystom. Jedak jest jeszcze wiele sal, w których nadal trwały prace i związany z nimi "artystyczny nieład" :)

Na tle krajobrazu zamek prezentuje się tak:






Znajdująca się po lewej stronie część bramna powstała w pierwszej połowie XIX w.


Wewnątrz znajduje się dziedziniec otoczony wielokondygnacyjnymi krużgankami oraz gankami.






Część dziedzińca jest jeszcze placem budowy, a że nikt nie patrzył...






Remontowanych wnętrz też nikt nie pilnował i wystarczyło uchylić drzwiczki...








W końcu dotarliśmy do pomieszczeń udostępnionych turystom. Znajduje się w nich skromna ale całkiem przyjemna wystawa.







Veliki Tabor to całkiem niezły punkt widokowy.







Następnie, postanowiliśmy zobaczyć Mali Tabor, po drodze niechcący zahaczając o Vinagorę.



Mali Tabor okazał się całkowicie opuszczonym i mocno zapuszczonym budynkiem. Prawdopodobnie pełnił (i to całkiem nie dawno) jakieś funkcje sklepowe, magazynowe itp. W jednym z pomieszczeń znajdował się nawet sklep mięsny. W środku czułam się całkiem bezpiecznie, póki nie zobaczyłam zarwanej podłogi tuż przy ścianach. Wtedy mi nogi zmiękły.






I nasi tu byli!


Później wybraliśmy się do skansenu w Kumorovcu, ale zdjęcia dopiero w następnym poście. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz