fotorabarbar na Facebooku

środa, 29 października 2014

Proszę Państwa: CYPR!

  O tym jak średniowiecznik i nowożytnik, starożytność poznawał :)


 We wrześniu tego roku miałam przyjemność spędzenia 3 tygodni na Cyprze. Mieszkałam w Pafos na zachodnim wybrzeżu wyspy i brałam udział w badaniach archeologicznych, o których możecie poczytać na stronie ekspedycji Uniwersytetu Jagiellońskiego (Paphos Agora Project). Zdjęć mam całą masę i podzieliłam je na trzy, może cztery posty. Jesień w pełni, w powietrzu czuć momentami zimę, tak więc niech Wam te fotografie - chociaż na chwilę - umilą jesienną deprechę :)
 
  Z moją Towarzyszką Podróży, Justyną Jolantą Klarą Bienias Bienią Madonną Częstochowską doleciałyśmy do Larnaki. Musiałyśmy stamtąd dojechać autobusem do Pafos. Nie znałyśmy kraju, rozkładu jazdy, czekała nas przesiadka w Limassol i ogólnie myślałyśmy, że (z racji naszych skłonności do dziwnych przygód...) po drodze zgubimy się, źli ludzie nas zabiją i na koniec zjedzą. Jednak udało nam się dotrzeć szczęśliwie na miejsce w około dwie godziny. Najzwyczajniej spotkałyśmy w autobusie do Limassol trzech Polaków, którzy znali Cypr bardzo dobrze i  pokierowali nas  "co, gdzie i jak" :)

  Na wstępie miałyśmy wolny weekend, który poświęciłyśmy na zwiedzanie miasta i ogarnięcie ruchu lewostronnego. 



 



W najgorszy upał, w samo południe trafiłyśmy do Grobowców Królewskich wykutych w skale. Większość z nich datowana jest na IV w. p.n.e.W terenu muzeum rozpościerał się wspaniały widok na morze. Trzeba było uważać na kolczastą roślinność, lubiącą pakować się bezczelnie do sandałów i jaszczurki z ADHD.



















Dalej ruszyłyśmy w stronę portu zahaczając przy okazji o miejscowe zabytki. Zwiedzałyśmy w ciemno, zaglądając w różne zakamarki. "Starożytności" wyłaniały się same spod ziemi.









W porcie było już troszkę chłodniej. Nie tylko z racji bliskości wody ale i pysznych lodów.







Po kilkugodzinnej wędrówce w palącym słońcu wróciłyśmy do naszej bazy. Wracając minęłyśmy osobliwy zwierzyniec, również chcący odpocząć w cieniu:


My wybrałyśmy cień naszej przydomowej altany z winoroślą,

 

oraz w towarzystwie drzew cytrynowych i oliwkowych



Czułyśmy się jak w Krainie Czarów tym bardziej, że odwiedził nas Biały Królik



c.d.n.

piątek, 17 października 2014

...i znów się tłumaczę...

  Moje archeologiczne wyjazdy w teren nie sprzyjają tworzeniu nowych wpisów. Mam półtoratygodniową przerwę i w tym czasie nadrobię wiele zaległości (nie tylko blogowych). Na warsztat pójdą zdjęcia z Cypru, a przede wszystkim sesja plenerowa Karoliny, Adama i małej Amelki. No i przydałoby się zrobić porządki na blogu i w portfolio...yh.