fotorabarbar na Facebooku

niedziela, 12 stycznia 2014

żwirownia w lutomiersku

  Wprawdzie nieupoważnionym wstęp wzbroniony, o czym informują tabliczki, ale wejść się dało bez problemu. Może dlatego że była to sobota i nikt akurat nie pracował. Trochę postraszyły nas psy, ale poszczekały z daleka i sobie poszły. Wybraliśmy się tam w poszukiwaniu skamielin. Tzn jedni rzeczywiście szukali a reszta biegała po hałdach i robiła zdjęcia. Pogoda i kondycja dopisały :)

Teren żwirowni, w popołudniowym słońcu wygląda jak inna planeta







 
Nawet tamtejsza roślinność wydawała się być obca 









 
 
Jak już wspomniałam szukaliśmy skamielin, a więc belemnitów, amonitów, trylobitów. Guc wczuł się w klimat.






mi szło to średnio


poniedziałek, 6 stycznia 2014

wycinanki wrocławskie

 Oto zdjęć "kilka" z pobytu we Wrocławiu. Na dalsze i bardziej światowe wojaże pozwolę sobie jak już zostanę milionerką. Póki co zwiedzam to co mam pod nosem [no prawie :)]. Pogoda dopisała, obyło się bez sopli z nosa (dwa lata temu w Poznaniu grzaliśmy się w kościołach i sklepach w trakcie zwiedzania miasta...było -10 stopni a my poszliśmy do ZOO przez co staliśmy się atrakcją, na miejscu dopadła nas telewizja z pytaniem: a co państwa sprowadza w taką pogodę do ZOO?)

 Wycieczkę zaczęliśmy w Trzebnicy. Chcieliśmy zwiedzić klasztor cysterek, ale siostra powiedziała, że ZWIEDZANIA NIE MA! (na tabliczce było co innego...), tak więc weszliśmy tylko do kościoła św. Bartłomieja i św. Jadwigi. Potem przeszliśmy się na rozkopany rynek.








nie zabrakło "akcentów łódzkich" (cyt. Prof. S.)



 Gdy zawitaliśmy do Wrocławia, było już ciemno. Co miało swoje zalety. Tym razem nie kładłam się na chodniku żeby zrobić zdjęcie.





Następny dzień poświeciliśmy na muzea. Jednak zanim do nich dotarliśmy zostałam z okrucieństwem zmuszona :) na wdrapanie się na Mostek Pokutnic, który wisi sobie swobodnie między wieżami kościoła św. Marii Magdaleny (przysięgałam sobie, że nigdy tam nie wejdę...). Wszystko było w porządku, dopóki betonowe, solidne schody nie zmieniły się w kratowane, przez które widać było cały dół. Były płacze, krzyki i przekleństwa (w kościele..) ale weszłam...

z dołu wyglądał niewinnie (co nie oznacza, że nie budził we mnie strachu...):

  
zdjęć z wchodzenia na górę nie mam (myślę że powód jest oczywisty),
ale widok był przerażająco piękny.






a oto i sprawca całego zamieszania


dobrze, że nie dostałam zawału i nie skończyłam jak ci niżej:



Po wizycie na mostku trafiliśmy do Muzeum Sztuki Mieszczańskiej w Ratuszu, Historycznego w Pałacu Królewskim i Archeologicznego w Arsenale. Po tym byliśmy wykończeni. Najedliśmy się zdrowo w fast foodzie i umarliśmy w schronisku...










Następnego dnia poszliśmy do ZOO, z którego zdjęcia znajdują się w poprzednim poście. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Oleśnicę ale nie miałam już siły robić zdjęć... :)