fotorabarbar na Facebooku

niedziela, 17 listopada 2013

garwolińskie okolice

  Na chwilę wyszłam z rekwizytorni, ale niebawem do niej powrócę. Kilka dni temu zawitałam do mojego rodzinnego miasta. Korzystając z pogody i długiego weekendu wybraliśmy się na przejażdżkę bo okolicznych "wioskach".

  Wyprawę zaczęliśmy w Kazimierzu Dolnym. Nie umiem wytłumaczyć fenomenu tego miejsca. Mała mieścina, którą można zwiedzić (nie wliczając równie ciekawych okolic) zaledwie w jeden dzień. Uwielbiam tam jeździć i nienawidzę stamtąd wyjeżdżać.

za każdym razem dostrzegam tam coś nowego


i za każdym razem można spotkać kogoś ciekawego
 

 i warto tam się wybrać o każdej porze roku...







  ...i porze dnia i nocy



zahaczyliśmy również o:

 Żelechów, a dokładniej o odnowiony (wreszcie!) pałac z końca XVIII w., który obecnie pełni funkcje centrum wypczynkowo-rekreacyjnego;




 Borowie, gdzie (również wreszcie!) odnowiono niewielki kościół z XIX w. i XVIII wieczną bramę


oraz o serialowe Wilkowyje z "Rancza"


niestety tutaj, jak i w przypadku poprzednich zabytków udało nam się  jedynie pocałować klamkę :)



Malediwy to nie są, ale też jest zajebiście :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz